Ważne !

Jest to blog o tematyce yaoi. Yaoi opowiada o miłości zarówno psychicznej, jak i fizycznej między dwoma mężczyznami.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Tatuś

         Siedziałem przy swoim biurku i wpatrywałem się w dokumenty. W palcach trzymałem długopis, który co chwile był obracany. Nie potrafiłem się na niczym skupić przez mojego prawnika. Kilka dni temu poinformował mnie, że moja dawna miłość, która z dnia na dzień mnie zostawiła umarła. Podobno byłem uwzględniony w jej testamencie jednak nic od niej nie chciałem przez to jak mnie potraktowałam, dlatego wysłałem mojego adwokata aby załatwił wszystko za mnie. Lecz nigdy bym się nie spodziewał czegoś takiego. Kushina w testamencie zostawiła mi prawa rodzicielskie do mojego syna. Nie muszę wspominać, że nawet nie miałem pojęcia o nim. Najgorsze jest to, że chłopak uciekł od jej obecnego partnera tylko jak Kushina trafiła po wypadku do szpitala. Nic o nim nie wiem... nawet nie wiem jak wygląda. Co gorsze konkubent Kushiny nie chce w żaden sposób pomóc. Jedynie co wiem, że ma siedemnaście lat i ma na imię Naruto i nic więcej... eh... jakoś widzę słabe szanse na znalezienie go. Spojrzałem nieprzychylnie na sekretarkę, która weszła do mojego biura.
- Mówiłem aby mi nie przeszkadzać... - Spojrzałem na dokumenty i zacząłem czytać po raz piąty ten sam tekst.
- Pan Kakashi do pana...
      Spojrzałem na przyjaciela, który jednocześnie był moim adwokatem. Widziałem tylko jego karcące spojrzenie i to jak kręci głową. Gdy tylko kobieta opuściła moje biuro mężczyzna podrapał się po szarych włosach.
- Czy ty potrafisz normalnie funkcjonować? Masz na głowie firmę... ogarnij się Minato.
- Wiesz już coś?
-Nic nowego... na pewno nie jest w szpitalu ani w kostnicy. Dotarłem do szkoły do której uczęszczał. Lecz aby uzyskać pozwolenie na zajrzenie w dokumentację potrzebuje zgody sądu. Oczywiście się już tym zająłem. Znajomy sędzia wyda mi to po rozprawie bez problemów. - Pokiwałem bez entuzjazmu głową. Chciałem wiedzieć co się z nim dzieje jednak wiedziałem, że do poniedziałku nic nie będę wiedział.
- Ok... dzięki...
- Martwię się o ciebie...
- Niby czemu? Wszystko ok...
- Nic nie jest ok Minato. Musisz oderwać od tego myśli. Wrzeszczysz na podwładnych. Ważne dokumenty leżą na twoim biurku i tylko ich przebywa, jak tak dalej pójdzie stracisz inwestorów.
- Wiem o tym doskonale, ale co ja mam zrobić?! Na niczym nie mogę się skupić! Cały czas o nim myślę! Martwię się, że coś może mu się stać! Boję się o niego? I niby jak mam oderwać od tego myśli?!
- Prześpij się z kimś...
- Co?
- Mówię o seksie Minato. To pomaga. Napięcie z ciebie spadnie... na chwilę o tym zapomnisz... inaczej mówiąc odstresujesz się.
- Ty mówisz serio?
- Tak. - Czułem jak moje policzki zaczynają mnie piec.
- Głupek! Niby z kim mam to zrobić?!
- Są pewne panie, które robią takie rzeczy za odpowiednią opłatą...
- Sugerujesz mi dziwki?!
- Jeśli nie masz z kim... -Widziałem jak ten tylko wzrusza ramionami a pod jego maską kryje się tylko nie winny uśmieszek. - Jak wolisz Minato...ja ci tylko dobrze radze... zadzwonię jak tylko coś będę coś wiedział. Do usłyszenia. - Mężczyzna podszedł do drzwi i położył dłoń na klamce. - I lepiej idź na te dziwki... - Po tych słowach wyszedł a ja wpatrywałem się w drzwi z otępieniem. On był chyba chory! Jednak z drugiej strony już dawno miałem na to ochotę. Położyłem głowę na dokumentach. Zetknąłem na zegar dobiegał już dziewiętnasta. Za oknem robiła się już szarówka a ja bez sensu siedziałem w biurze. Zabrałem swoje rzeczy z biurka i ubrałem płaszcz. Wyszedłem na korytarz i spojrzałem na moją sekretarkę, która jak zawsze została po godzinach.
- Kurenai przepraszam za dziś... - Widziałem jak kobieta spojrzała na mnie zaskoczona a na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce. Wyszedłem z biura i ruszyłem w stronę auta i po chwili wyjechałem moim czarnym porsche z parkingu. Nawet nie wiem za bardzo jak znalazłem się na dzielnicy kwitnącej wiśni. Spojrzałem na bramę z tak zwaną rybką i uderzyłem głową o kierownicę. Jestem żałosny, że przyjechałem w to miejsce. Zły przekręciłem kluczyk w stacyjce patrząc jak zapalają się kontrolki. Już miałem uruchomić silnik gdy do moich uszu dobiegła kłótnia.
- Mówiłem ci abyś się od mnie odwalił. - Mój wzrok powędrował w stronę wydzierającego się młodego chłopaka. Miał przydługie blond włosy i duże niebieskie oczy. Był bardzo drobnej postawy w przeciwieństw do obleśnego grubasa, który stał nad chłopakiem i ślinił się na widok jego tyłka.
- Nie wydzieraj się gówniarzu, bo nauczę cię szacunku do swoich klientów! - Grubas wyciągnął swój obskurny i taniej jakości portfel, a następnie wyją z niego stówę. Uśmiechnął się wrednie patrząc na chłopaka z dziwnym błyskiem w oczach. - Mały obaj dobrze wiemy, że nie widziałeś dawno takiej kasy więc grzeczniej dla swojego klienta, a może jak się spiszesz to dostaniesz więcej...- Widziałem jak dzieciak się krzywi z obrzydzenia jednak jego wzrok przykuwał banknot.
- Powiedziałem nie...- Jednak nie powiedział tak pewnie jak wcześniej. Nie wiem czemu ale uruchomiłem silnik i podjechałem pod nich. Uchyliłem szybę od strony pasażer i wyjąłem swój portfel.
- Wsiadaj młody. - Obaj na mnie spojrzeli. Dzieciak z lekką obawą natomiast grubas ze złością.
- On jest już zajęty. - Spojrzałem na oblecha i uśmiechnąłem się z kpiną. Wyjąłem z portfela banknot o nominale 10000 jenów i podałem je blondynowi. Widziałem szok jaki maluje się na jego twarzy a od strony grubasa słyszałem tylko złowrogi warkot. - Wsiadaj, bo zaraz odjeżdżam i zostaniesz bez kasy i na dodatek na jego pastwę... - Chłopak spojrzał niepewnie na mnie i jak tylko spostrzegł jak wrzucam bieg od raz wskoczył mi do auta. Za nim grubas zdążył jakkolwiek zareagować ruszyłem z piskiem opon. Dostrzegłem, że chłopak siedzi obok jak na szpilkach. Bawił się z nerwów suwakiem od swojej bluzy, która już dawno przeżyła swoją świetność zresztą jak resztę jego ubrań. Zatrzymałem się na światłach a chłopak nerwowo poderwał głowę.
- Nie powinieneś chodzić po takich miejscach... tamten facet nie wyglądał na takiego, aby docierało słowo "nie".
- Płatność z góry... - Powiedział a ja spojrzałem na niego zaskoczony.
- Co? - Zapytałem kolokwialnie. Pokręciłem głową. - Mały ile ty w ogóle masz lat, bo wyglądasz mi na max piętnaście. Lepiej powiedz gdzie mieszkasz odwiozę cię do domu... rodzice się o ciebie pewnie martwią.
- Nie mam domu ani rodziny... co do wieku to mam siedemnaście więc to nie przestępstwo. Potrzebuje kasy na życie jeśli nie chcesz mnie to odwieź do tamtego grubasa. - Chłopak powiedział to tak chłodno, że aż to mnie przeraziło. Usłyszałem jak samochód za mną trąbi i spostrzegłem, że jest zielone. Ruszyłem, a mały uśmiechnął się w moją stronę. - To czego pan sobie od mnie życzy?
- To nie jest sposób na zarabianie pieniędzy.
- Imałem się różnych prac i zawsze głodowałem. Nie mam wykształcenia ani doświadczenia, a tu przynajmniej mam za co przeżyć i opłacić rachunki. Moim atutem jest to, że jestem dość ładny i mogę wybierać spośród klientów. - Czułem na sobie jego wzrok chociaż wolałem patrzyć na drogę.- Jest pan przystojny, a patrząc na pana ubrania i samochód to również i bogaty, więc jeśli mam wybór to wolę z panem. - Poczułem jak ten śliczny chłopiec położył mi dłoń na moim udzie i zaczął je delikatne masować. - To co pan sobie życzy? Mogę zrobić wszystko, co tylko pan chce. Od czułych pieszczot po przez loda, którego będzie pan wspominał do końca życia po przez różnego rodzaju seks. - Poczułem, że się czerwienie. - Jeśli pan nie chce to może pan patrzyć jak sobie dogadzam. Chociaż nie obiecuje, że się pan powstrzyma.- Przełknąłem głośno ślinę gdy tylko poczułem jak chłopak przesuwa swoją szczupłą dłoń na mojego członka. Zaczął go bezpruderyjnie masować a z moich ust wydobył się niekontrolowany cichy jęk. - Mrrr widzę, że będę miał się czym zabawić...- Wyszeptał, a w jego głosie słyszałem dziwną nutę zadowolenia. Bez zbędnych pytań rozpiął moje spodnie i wysuną dłoń pod moją bieliznę. Czułem jak chłodne palec obejmują mojego penisa. Zadrżałem i czułem jak mój oddech przyspiesza.
-Przestań prowadzę...- Powiedziałem słysząc jak mój własny głos drży.
- Niech pan sobie nie przeszkadza...- Usłyszałem i po chwili poczułem jak mój członek został wyjęty z już przyciasnych spodni. Od razu poczułem ciepłe, mokre usta chłopak, które zaczęły mnie pieścić intensywnie. Jęknąłem głośno a moje dłonie zacisnęły się mocniej na kierownicy. Zjechałem na pobocze i spojrzałem na chłopaka, który w ogóle sobie nie przerwał. Zasysał się na moim członku intensywnie i szybko poruszał głową. Z moich ust wychodziły niekontrolowane dźwięki. Słyszałem jak chłopak mruczy zadowolony. Byłem już zbyt bardzo podniecony, aby móc to przerwać. Chłopak swoimi zdolnościami tylko pogarszał całą sytuację. Do tego ten przyjemny, tak dawno nie odczuwany uścisk w podbrzuszu. Nagle chłopak zrobił coś, co mnie kompletnie zaskoczyło. Wysunął sobie mojego całego członka do gardła jednocześnie przyciskając głowę do mojego brzucha. Czułem jak z koniuszek warg, które dotykają moich jąder, wypływa jego ślina. Nie wytrzymałem i doszedłem w jego usta z głośnym krzykiem. Moje ciało dziwnie drżało. Chłopak odsunął się od mnie po chwili. Spojrzałem na niego, który uśmiechał się zadowolony z siebie. Po jego brodzie spływała ślina z mieszana z moją spermą. Widziałem jak oblizuje się łakomie.
- Jest pan pyszny... aż mam ochotę zasmakować pana jeszcze raz. - Widziałem jak sięga pod moje siedzenie aby je odsunąć do tyłu. Złapałem go za dłoń.
- Nie...- Widziałem jak patrzy na mnie niezadowolony.
- Jest pan okrutny...- Złapał moją rękę i położył ją na swoim już twardym członku. - Proszę... chcę, aby pan mnie przeleciał...- Zajęczał uroczo ocierając się moją dłoń. Zacząłem delikatnie masować jego penisa przez spodnie, a ten nagrodził mnie głośnym jękiem zadowolenia. Przerwałem swoją czynności i ubrałem się.
- Nie tu... nie mogę pozwolić aby ktoś zobaczył jak pieprze się z dzieciakiem. - Chłopak dziwnie się uśmiechną. Ruszyłem w dalszą drogę.
- A gdzie pojedziemy? Może niech pan skręcić w prawo jest tam las.- Nie posłuchałem się go i pojechałem prosto.
- Jedziemy do mnie. - Zabrałem dłoń z jego krocza i zmieniłem bieg. Usłyszałem dźwięk sprzeciwu i od razu moja dłoń została położona na członku chłopak.
- Nie boi się pan, że może nas nakryć ktoś z pana rodziny.
- Nie mam rodziny tak jak ty... - Chciałem zabrać rękę ale on ją złapał.- Poczekaj zmienię tylko na skrzynię automatyczną. - Chłopak nie chętnie mnie puścił.
- Ile będziemy jechać? - Przerzuciłem bieg i oddałem mu swoją dłoń.
- Jakieś dziesięć minut.- Poczułem jego mokry język za dłoni co mnie zdziwiło. Spojrzałem ma niego kontem oka i dostrzegłem, że chłopak ściągnął sobie spodnie do połowy ud. Jego członek stał już na baczność domagając się pieszczot.
- Niech pan patrz na drogę, bo nas pan pozabija...- Odwróciłem niechętnie głowę i od razu poczułem ciepłą skórę na dłoni. Objąłem jego członka.
- Nie jesteś taki mały jak sądziłem. - Natychmiast usłyszałem rozkoszny jęk, który aż sam mnie podniecił. Chłopak poruszał biodrami.
- Ah... mhg...- Wyjęczał a ja oblizałem się na to i oddałem gazu.
- Aż taki jesteś spragniony malutki? - Nie wiem co we mnie wystąpiło ale powiedziałem to niskim głosem.
- T-ttak...- Czułem jak temperatura skacze do góry. Pościłem jego członka i oblizałem sobie palce.
- Wypnij się. - Uczynił to posłusznie opierając dłonie na desce rozdzielczej, a ja przesunąłem wilgotnymi palcami po jego wejściu. Czułem jak zadrżał. Wsunąłem w niego palec, a on cicho westchnął. Od razu zaczął nabijać na moją dłoń cichutko jęczeć. - To twój pierwszy raz? - Nie wiedziałem dlaczego zadaje to pytania.
- Pieprzyłem się już...- Wyjęczał i wsunąłem w niego kolejny palec, a on zaczął nabijać się jeszcze chętniej.
- A ciebie pieprzyli? Bo coś bardzo ciasny jesteś...- Dotarłem z uśmiechem. Wyczułem pod palcami gruczoł i go nacisnąłem. Chłopak sapnął zaskoczony i wyprostował niczym struna.
- Tutaj... błagam...- Chciał się nabić na moje palce jednak wysunąłem je z niego. - Nie proszę...- Złapał moją rękę i nakierował na swojej wejście chcąc się nabić. Zahaczyłem zaczepnie o jego dziurkę. Usłyszałem błagalny skomlenie.
- To co... ilu cię już pieprzyło? - Zatrzymałem się pod swoim do domem. Spojrzałem w jego błagalne oczy. Opierał się jedną dłonią prawie klęcząc na podłodze. Wypinał chętnie tyłek ocierając się wejściem o moje palce. Czekałem na jego odpowiedź.
- Nikt... - Szepnął zawstydzony. - Były tylko pieszczoty... - Powitałem głową.
- Ubieraj się. Jesteśmy już na miejscu.- Chłopak spojrzał na mój dom będąc zaszokowany. Szybko naciągnął na siebie spodnie i szybciej niż ja wysiadł za samochodu. Zaśmiałem się i poszedłem w jego ślady. Stanąłem przy drzwiach i otworzył je powoli.
- Szybciej... bo dojdę w spodnie...
- Spokojnie...- Uśmiechnąłem się i wpuściłem go do środka. Zamknąłem drzwi za sobą i zetknąłem na chłopaka, który rozbierał się pośpieszne. Ja ledwo zdjąłem buty i płaszcz a on już stał przed mną nago. Od razu zaczął dobierać się do moich spodni. - Hej spokojnie...- Przedstawiłem go do drzwi i złapałem za brodę. Chciałem go pocałować jednak odsunął głowę w bok.
- Nie całuj...- Przesunąłem dłonią po jego ciele i zacząłem głaskać jego biodro.
- Dlaczego?- Szepnąłem mu do ucha drażniąc ciepłym oddechem jego wrażliwą skórę. Spojrzał mi w oczy a ja wykorzystałem to i przybliżyłem usta do jego jednak nie całowałem. - Tylko raz... masz już zapewnione 10000 jenów za to że przyjechałeś... dostaniesz kolejne 10000 za pocałunek... - Widziałem jak patrzy zaszokowany. Zagryzł niepewnie dolną wargę. Widziałem jak kusi go moja propozycja. Już prawie był mój. - Malutki... to tylko buziak... a pieniążki ci się przydadzą... - Oblizałem seksownie usta zachęcając go. Moje dłoni zsunęły się na jego pośladki. Rozchyliłem je dotykając jego dziurki. Wysunąłem w niego dwa palce trafiając od razu w jego prostotę. Chłopak wygiął się w łuk i głośno jęknął opierając się o mnie dłońmi. Otarł się o mnie. - To jak...? Obiecuje, że nie pożałujesz. - Spojrzał na mnie zamglonymi oczami i kiwnął głową. Nie czekałem dłużej i go całowałem. Na początku zrobiłem to bardzo delikatnie jednak słysząc jego pomruki zadowolenia zacząłem pogłębiać pocałunek. Chłopak zaczął powoli oddawać pieszczotę, który z chwilą na chwilę stawał się coraz najmajętniejszy. Wysunąłem z niego palce i podniosłem do góry. Objął moją szyję i oplótł mnie nogami dookoła w pasie. Przeszedłem z nim do sypialni i położyłem go delikatnie na łóżku ani na chwilę nie odrywając się od jego kuszących ust. Chłopak pośpiesznie próbował mnie rozebrać szarpiąc moją koszulę jednocześnie ocierając się swoim zgrabnym tyłeczkiem o mojego członka.
- Cholera... ściągają to... - Warknął na mnie i rzucił moją koszulę w kąt. Rozpiął po raz kolejny dzisiejszego dnia moje spodnie zsuwając je ze mnie. Uśmiechnąłem się na jego zniecierpliwienie to było wręcz urocze. Doskonale wiedziałem, jak bardzo był podniecony, dlatego nie czekając ani chwili dłużej sięgnąłem po prezerwatywę. Nałożyłem ją i nachyliłem się nad chłopakiem, który drżał z podniecenia.
- Rozluźnij się... - Szepnąłem mu do ucha delikatnie całując go przy szyj. Przysunąłem swojego członka do jego wejścia i delikatnie na nie naparłem. Wszedłem w niego najdelikatniej jak tylko potrafiłem. Był cudownie ciasny i gorący. Poczułem jak mnie obejmuje i chowa twarz w mojej szyj.
- Spokojnie malutki.... - Szepnąłem i zacząłem poruszać dłonią na jego członku. Słyszałem jak ten głośno oddycha i po chwili ucieka z jego ust jęk.
- Już... proszone... - Poruszył biodrami, a ja nie byłem wstanie się mu oprzeć. Starałem się wolno poruszać biodrami jednocześnie trafiając w jego czuły punkt. Słyszałem jak mi się to udaje ponieważ za każdym razem nagradzał mnie swoim cudownym jękami. - Tutaj!... bła-gam... aaaahh... tak...- Nie potrafiłem się zbyt długo przy nim powstrzymywać. Moje ruchy stały się szybsze i mocniejsze. Czułem jak po plecach spływa mi pot a chłopak z każdym westchnięciem coraz bardziej zaciska się na moim członku. Po kilku chwilach poczułem jak chłopak zaciska się na mnie dochodząc. To było tak cholernie przyjemne, że aż sam nie wytrzymałem i doszedłem w nim. Oddychałem głośno ledwo opierając się na ramionach. Spojrzał ma jego zamglone oczy i czerwone policzki. Nie wiem czemu ale cholernie podobał mi się ten widok. Nachylił się nad jego opuchniętymi wargami i czule go pocałowałem wychodząc z niego. Położyłem się obok przyciągając do siebie zmęczonego chłopaka.
- I jak było? - Zapytał się mnie oddychając głośno. Uśmiechnąłem się kręcąc głową.
- Cudownie chociaż to pytanie nie jest teraz na miejscu...- Widziałem jak chłopak uśmiecha się zadowolony i przymyka oczy. Przeciągnął się cicho wzdychając.
- Chciałem wiedzieć jak wypadłem, w tej branży to się liczy... - Spojrzał na minie i uśmiechnął się złośliwe widząc jak się krzywię. Wstał z grymasem i sięgnął po swoje ubranie.
- Zostań... - Powiedział sam za bardzo nie wiedzą czemu. Jakoś nie chciałem, aby ten teraz odchodził. - Zostań na cały weekend. Załączę ci tyle ile będziesz chciał...
- Dlaczego tak bardzo ci na tym zależy?- Wzruszyłem ramionami patrząc na niego.
- Potrzebuje towarzystwa... nie tylko w łóżku... a z tobą jakoś mi dobrze... więc... czemu nie? W końcu też nic nie tracisz. Będziesz miał cały dom i wszystko co tu jest do dyspozycji puls dodatkowo będziesz zarabiał i jeśli chcesz mogę ci obiecać, że w ciągu tego weekendu cię nie tknę...- Chłopak patrzył na mnie marszcząc nos co wyglądała dość zabawnie jednak nie miałem zamiaru się śmiać. Chciałem aby się zgodził.
- Ty chyba naprawdę potrzebujesz towarzystwa...- Pokiwałem głową delikatnie się uśmiechając. Chłopak przysunął się do mnie i delikatnie mnie pocałował. - Ok zostanę jednak seks dalej wchodzi w grę... jesteś cholernie dobry w te klocki... - Zamruczałem zadowolony i przyciągałem go do siebie oddając pocałunek.
- Nie tylko ja malutki... a poza tym jak ci na imię?
- Mów mi Kyuubi.
- Kyuubi? - Chłopak kiwnął głowa z uśmiechem i położył się wygodnie na mnie. - Oryginale imię... jak ten demon o dziewięciu ogonach...
- Dokładnie... też potrafię być demoniczny... - Zaśmiałem się cicho przeczesując jego włosy. Usłyszałem zadowolone mruczenie, które przerwało burczenie w brzuchu.
- Hmmm to może czas coś zjeść... bo coś mi się wydaje, że jesteś głodny... - Pogłaskałem go po boku. Cholera przy tym dzieciaku jakoś dziwnie nie potrafiłem utrzymać przy sobie rąk. Cały czas miałem ochotę go dotknąć, poczuć przyjemnie delikatną skórę. Jego ciało było dla mnie wręcz idealnie skonstruowane. - Wstań i weź prysznic a ja przygotuje coś pysznego... - Chłopak podniósł się niechętnie siadając na mnie. Przekręcił głowę w bok i delikatnie zaczął sunąć dłonią po moim torsie.
- A może wspólna kąpiel? W końcu nie tylko mi by się przydała... a przy okazji pomogę ci przy kolacji... - Wstał ze mnie i sięgnął po moją koszulę. Założył ją na siebie bardzo powoli puszczając mi przy tym oczko.
- Wyglądasz cholernie seksownie w moich ubraniach... - Ten mały mnie kusił i robił to tak bezczelniejsze, że dało się tego ułożyć w słowa. Wstałem i ruszyłem do kuchni po drodze chwytając za szlafrok, który na siebie założyłem. Skierowałem się do kuchni i od razu otworzyłem lodówki wyjmując produkty.
- A jak ty masz na imię? - Zapytał stając obok mnie. Zabrał mi warzywa i bez jakichkolwiek pytań zaczął je myć.
- Minato... już nie jesteśmy na per pan? - Podnosiłem rozbawiony brew i krojąc mięso.
- Jak pan tak bardzo chce możemy być... to nawet podniecające... proszę pana... - Zaśmiałem się i pokręciłem głową wrzucając warzywa i mięso na patelnię. Wyjąłem wino i zacząłem je otwierać.
- Nie, mów mi na ty... a co do podniecenia... to wszystko jest dość niezwykłe przy tobie... kusisz mnie młody człowieku... - Dodałem wina do potrawy chwilę mieszając. Wyjąłem talerze oraz kieliszki.
- Ja? - Zapytał niby zaskoczony jednak oparł się o stół z dwuznacznym uśmieszkiem. - Co poradzić, że lubię kusisz i sprawiać jak ludzie zapominają przy mnie języka... chociaż ty jesteś na to dość odporny... chyba będę się musiał bardziej postarać...- Przesunął dłonią po swoim udzie delikatnie podwijając moją koszulę do góry.
- Uwierz mi to, że wyglądam na spokojnego to wcale nie oznacza, że się nie powstrzymuję... najchętniej teraz bym się na ciebie rzucił i wziął na tym stole... - Opowiedział poważnie widząc jak ten nic sobie nie robi. Pokręciłem głową i nałożyłem nam kolejce po czym wsunąłem mu jedną porcję w dłoń. - Siadaj i wsuwaj. Chłopak niechętnie usiadł chociaż i przy tym nie mógł się powstrzymać do bezczelnej prowokacji. Postawiłem na przeciwko niego swój talerz i nalałem nam wina do kieliszków. Zająłem swoje miejsce i na mojej twarzy pokazał się rumieniec kiedy ten seksownie oblizywał swój palec z sosu.- Kyuubi... przestań... chce zjeść nie zawadniając się...
- To nie moja wina, że jestem niezdarny... poza tym uznania dla kucharza potrawa jest przepyszna... - Kiwnąłem głową i napiłem się trochę wina. Czułem jak robi mi się gorąco. Zacząłem jeść jednak co chwilę zerkałem na niego. Chłopak jadł łapczywie głośno przy tym mrucząc. Co chwilę się oblizywał. Niczym ja w ogóle zdążyłem zacząć jeść ten już miał pusty talerz. Spojrzał łakomie na moje jedzenie a ja westchnąłem.
- Chcesz dokończyć? - Zapytałem, a ten uśmiechnął się i szybko do mnie podszedł. Wpakował mi się na kolana i otworzył usta. Przymknąłem oczy cicho wzdychając zacząłem go karmić. Oczywiście nie mogło to pójść szybko, łatwo i przyjemnie, ponieważ ta mała menda co chwilę zaciskała swoje delikatne usta na widelcu i patrzyła mi wyzywająco w oczy. - Nie ułatwiasz... - Spojrzałam mu w oczy a ten usiadł na mnie okrakiem i otarł się swoim jędrnym tyłkiem o mojego członka. Zacisnąłem mocnej szczękę, aby nie wyszedł z mojego gardła żadne westchnienie.
- Bo nie chce ułatwiać... chce abyś nie mógł mnie wyrzucić z pamięci...
- Dlaczego?- Zaprałem i zlizałem sos z jego barku delikatnie się na nim zasysając.
- Ah...bo wtedy będziesz chciał jeszcze raz spędzić ze mną taką noc... - Wyszeptał zmysłowym głosem, a po moich plecach przeszły ciarki.
- A jeśli ty nie będziesz chciał go spędzić ze mną? - Przesunąłem nosem po jego szyj i zacząłem ją czule całować.
- Nie jestem głupcem... oh... tak... tutaj...- Chłopak odchylił szyję do tyłu. Chyba to był jego czuły punk. Spojrzał mi w oczy, a ja czule go pocałowałem nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- Uwierz mi... nie musisz nic robić abym chciał spędzić z tobą każdą noc... masz coś w sobie co mnie od ciebie uzależnia....- Widziałem jak chłopak rumieni się na moje słowa, a ja tylko uśmiechałem się pod nosem. - Nie wierzę... mały prowokator się zawstydził....
- Cicho siedź... - Powiedział oburzony i zszedł ze mnie. - To twoja wina... nie powinieneś mówić takich rzeczy...
- Dlaczego? To co powiedziałem jest prawdą. - Odparłem i skierowałem się do łazienki. Wiedziałem, o co chłopakowi chodziło w końcu płaciłem mu za seks i towarzystwo, a gadałem jakbym był zakochaną nastolatką. Jednak co ja miałem poradzić, że dobrze się czułem w jego towarzystwie? Cały czas miałem wrażenie jakbyśmy się znali dobrze, rozmowa nie stwarzała problemów i wydawało mi się, że obaj czujemy się dobrze w swoim towarzystwie. No i do tego seks z nim był świetny. Jedyne w czym widziałem problem to, że on miał siedemnaście lat, a ja prawie czterdziestkę. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nie problem w końcu są związki gdzie różnica wieku wynosi czterdzieści jednak nie dla mnie. Zawsze byłem przeciwny tego typu związkom, a teraz sam bzykałem dzieciaka! Jestem stary i głupi. Nie zadowolony zakręciłem wodę i poczułem jak chłopak zsuwa ze mnie szlafrok.
- Nie myśl o głupotach...- Spojrzał mi w oczach i delikatnie pocałował w ramię. - Choć... mam ochotę aby ktoś mi umył plecy...- Uśmiechnął się do mnie i rzucił siebie moją koszulę. Wszedł do wanny i zamruczał rozkosznie zanurzając się wodzie. Wyglądał pięknie. Nie kazałem mu dłużej czekać i od razu do niego dołączyłem. Chłopak wszedł mi na kolanach przodem do mnie objął dłońmi moją szyję. Po chwili poczułem jego delikatne usta na swoim. Westchnąłem cicho obejmując go szczelnie. Moje dłonie same zaczęły badać każdy centymetr skóry siedemnastolatka. Nigdzie się nie śpieszyliśmy, bo nie było takie potrzeby. Mogłem dokładnie zbadać każdą krzywiznę i zakamarek na ciele tego pięknego chłopca, a każdy mój ruch był nagradzany głośnymi westchnieniami i jękami. Atmosfera w porozmieszczaniu robiła się coraz namiętniejsza. Dokładnie pieściłem każdy skrawek, aby zapamiętał mnie do końca swojego życia. Czułem jak drży pod moimi dłońmi i wargami oraz z sekundy na sekundę ulega mi coraz bardziej. Jego twardy członek ocierał się o mój brzuch, a sam chłopak przestawała się już całkowicie kontrować.
- Błagam... - Uniósł swoje biodra zahaczając o mojego członka. - Chce cię znów poczuć... Minato... proszę... wsadź go....- Nie mogłem pozwoli, aby się dłużej męczył. Wszedł w niego płynnym ruchem, a on odchylił głowę do tyłu z głośmy jękiem. Nie czekał nawet chwili od razu się poruszając. Robił to zachłannie i szybko wręcz krzycząc z przyjemności. Czułem jak moje mięśnie się napinają. Wychodziłem naprzeciw jego ruchom za każdym razem idealnie trafiając w jego prostatę. W głowie słyszałem tylko jego spełnione krzyki i bicie mojego serca. Temperatura się podnosiła, a nasze ruchy stawała się coraz bardziej zachłanne i gwałtowne wystarczyła tylko chwili jak obaj doszliśmy. Chłopak usunął się w moje ramiona zmęczony orgazmem i oparł o ramie głośno oddychając. Objąłem go szczelnie próbując nad sobą zapanować. Czułem jak moje mięśnie powoli się przyjemnie rozluźniają. Przeczesałem mu włosy delikatnie całując w czoło. Spojrzałem na niego i uśmiechałem się pod nosem. Usnął... chyba go za bardzo zmęczyłem. Wyszedłem z nim i zaniosłem śpiącego blondyna do łóżka. Położyłem go i powróciłem ogarniając łazienkę. Zmęczony położyłem się obok tego anioła i nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
              Rano obudził mnie dźwięk telefonu. Nie wiem kogo pogięło by dzwonić do mnie o siódmej rano w sobotę ale kto by to nie był dostanie opieprz. Wstałem i chwyciłem za złośliwe urządzenie, które wydawało z siebie dźwięk.
- Czego?! - Odebrałem zły i przetarłem sobie twarz dłonią. Poczułem jak coś ciepłego się obok mnie rusza i zerknąłem na niebieskie tęczówki, które nie był zadowolone z telefonu tak jak i ja.
- Obudziłem?- Usłyszałem po drugie stronę głos mojego adwokata. Przymknąłem oczy podirytowany i nagle poczułem na swojej szyj ciepły oddech. Chłopak zaczął mnie delikatnie całować i cicho mruczeć, co podziałała na mnie kojąco.
- Tak... obudziłeś...- Westchnąłem i przesunąłem wolną dłonią po policzku chłopaka.
- Wysłałem ci wczoraj wieczorem jego zdjęcie na pocztę... zgłosiłem już jego zaginanie na policję chociaż wiesz, że łatwo nie będzie... myślałem o detektywie, dlatego też wysłałem ci kilku godnych polecenia przejrzyj i zdecyduj się na któregoś wtedy szanse wzrosną... - Zagryzłem dolną wargę czując, jak chłopak dobiera się do mojego członka.
- D..brze... dzięki...- Rozłączyłem się i złapałem chłopaka za rękę. Przyciągałem go do siebie i pocałowałem namiętnie.
- Chłopak dzwonił? - Zapytał z niewinnym uśmiechem, a ja parsknąłem śmiechem.
- Nie adwokat...
- Masz kłopoty? - Zdziwił się a ja pokręciłem głową.
- Nie... jęczał bym sprawdził pocztę... - Pogłaskałem go czule po policzku.
- To może lepiej sprawdź, bo będzie znowu nam przeszkadzał...- Odparł i wstał. - zrobię nam coś dobrego na śniadanie.- Pokiwałem głową i odprowadziłem go wzrokiem. Złapałem za laptopa i szybko uruchomić pocztę. Byłem cholernie ciekawy, jak wygląda mój syn. Kakashi spisał się na medal muszę mu się jakoś stosownie za to odwdzięczyć. Nie dość, że załatwił za mnie wszystko to jeszcze o wszystkim dokładnie pomyślał. Kliknąłem z sercem na dłoni na ikonkę pod którą kryło się zdjęcie mojego syna. Gdy tylko mój wzrok zetknął się z fotografią poczułem jak moje serce się zatrzymuje, a ja nie mogę złapać oddechu. Jezu nie... tylko nie to...
- Minato gdzie masz... co ci się stało jesteś blady jakbyś ducha zobaczył. - Spojrzałem przerażony na chłopaka a potem na zdjęcie.
- Nie...- Chłopak zmarszczył brwi i do mnie podszedł.
- Co jest? - Spojrzał na ekran i zamrugał zaskoczony wpatrując się w swoje zdjęcie. - Skąd to masz? - Zapytał zdenerwowany, a ja spojrzałem na niego jeszcze bardziej przerażony.
- Jesteś Uzumaki... Naruto... Uzumaki syn Kushiny... i mój... - Chłopak stał we mnie wpatrując się na mnie dziwne tak jakby mnie ocenia i po chwili kiwnął głową.
- Tak jestem Naruto Uzumaki syn Kushiny Uzumaki, a raczej świętej pamięci, bo zginęła. - Odparł to tak spokojnie jakbyśmy się dopiero poznali.
- Kurwa! - Wrzasnąłem i rzuciłem laptop obok siebie. Złapałem się za głowę. Co ja do jasne cholery zrobiłem?! Przeleciałem własnego syna i to dwa razy! Ja pierdole!
- A więc to ty jesteś moim ojcem... słyszałem, że podobno biologiczny mnie szuka jednak nie sądziłem, że to ty... hmmm z drugiej strony jak tak teraz na nas patrze to jesteśmy dość podobni. - Spojrzałem ma niego chyba w jeszcze większym szoku. Chłopak się zachowywał tak jakbyśmy wczoraj pili piwo, a nie się pierdolili. - I co teraz zrobimy? - Zapytał się patrząc na mnie uważnie.
- Przepraszam... ja nie wiedziałem... że jesteś moim synem... Boże! Wiedziałem, aby się go nie słuchać i nie iść na dziwki!
- Żałujesz?
- Co?
- Czy żałujesz?
- Czy żałuje? Czy żałuje, że przeleciałem swojego syna? - Zapytałem z ironią.
- Nie jestem twoim synem... nie wychowałeś mnie... bardziej jesteś dawcą nasienia niż moim ojcem... dlatego wyluzuj i odpowiedz, czy żałujesz tego, że się przespaliśmy? - Patrzyłem na niego otępiały.
- Jak mam nie żałować, że przeleciałem własnego syna? Czy z tobą jest coś nie tak?! - Chłopak westchnął i usiadł mi na kolanach.
- Zacznij kontaktować... już ci raz powiedziałem nie jestem twoim synem. Traktuję cię jako obcą sobie osobę... - Pogłaskał mnie po policzku. - Było mi wczoraj z tobą bardzo dobrze i chętnie przeżywałbym takie wieczory codziennie. Jesteś troskliwy delikatny i opiekuńczy dodatkowo seksowny, a seks z tobą jest nieziemski. Nie mam zamiaru traktować cię jak ojca ale jako partnera tak...- Szepnął mi w usta a ja zamrugałem zaskoczony. - Nie wiem po co mnie szukałeś ale widząc jaki jesteś pewnie chciałeś mnie zaadoptować. - Kiwnąłem niepewnie głową, a ten się uśmiechnął. - Mogę być na papieże twoim kochanym synkiem... jednak nie mam zamiaru być taki naprawdę... mogę dla ciebie stać się grzecznym ułożony, słuchającym swojego tatusia chłopczykiem w oczach innych ludzi ale tylko przy tobie chce być kuszącym chłopcem sprawiającym, że będzie ci stawać kiedy tylko obliże się sugestywnie.- Pchnął mnie na łóżku i usiadł na moim członku poruszając biodrami. Jęknąłem i złapałem go za biodra.
- Przestań... to chore...- Chłopak podniósł brew do góry i pokręcił rozbawiony głową.
- Nie... podobasz mi się... i jeśli chcesz abym tu z tobą został to musisz zaspokajać moje potrzeby, a jedną z nich jest pieprzenie mnie... a obiecuję, że będę bardzo grzecznym i oddanym chłopcem... tatusiu... - Szepnął mi do ucha i zaczął je delikatnie je całować - Jeśli nie to wrócę na ulicę i pozwolę aby inni mnie pieprzyli... chociaż nigdy nie znajdę kogoś tak dobrego ja ty...
- Uważasz, że ci pozwolę tam wrócić?
- Nie będziesz miał wyboru... mam siedemnaście lat i możesz mnie zatrzymać tylko na kilka miesięcy, a i tak obrócę twoje życie w piekło... będę kusić prowokować i to przy wszystkich... a obaj wiemy jak na mnie działasz...- Zamknąłem oczy i głośno westchnąłem. Wciągu jednego wieczoru moje życie wywróciło się od góry nogami. Szukałem syna a znalazłem partnera, który na ironię losu był mój syn. Chciałem go ochronić przed złem i wychować na dobrego człowieka, a koniec końców sam go ściągnąłem na złą stronę... poczułem na moich ustach jego ciepłe wargi i westchnąłem... zbyt trudno było mi się im oprzeć...